Po paru dniach spędzonych w tętniącym życiem Bangkoku, człowiek ma ochotę trochę odpocząć i liznąć wyspowego prowincjonalizmu. Zdecydowaliśmy się wyruszyć na południe, w rejony Krabi, by odkrywać piękno natury oraz tą fascynującą kulturę.

W Tajlandii znajduję się mnóstwo wysp, każdy znajdzie coś dla siebie i jedzie na konkretna wyspę w danym celu. Koh Tao – mała wyspa, znana ze świetnych warunków do nurkowania; Koh Phuket – największa wyspa w Tajlandii i bardzo popularna wśród turystów; Koh Phangan – kolejna duża wyspa na wschodzie, słynie z najbardziej popularnej imprezy w Tajlandii – Full Moon Party – gdzie tysiące zjeżdżają specjalnie na przeżycie tej imprezy.

Widok z trasy

Koh Lanta – jest bardzo spokojna i przyjeżdża na nią względnie mało turystów. Większość tych dużych wysp może przeistoczyć się w wielka imprezownie od klubu do klubu, z tańczącymi Tajami i kurtyzanami. Tutaj tego nie ma. Piękne piaszczyste lub kamieniste plaże to idealne miejsce na plażowanie nurkowanie, bądź romantyczne zachody słońca.

JAK DOSTAĆ SIĘ NA KOH LANTĘ

W grę wchodził krótki przelot samolotem (4000TBH plus koszty transportu na lotnisko), ale skoro jesteśmy bezrobotni i każdy grosz się liczy – padło na autobus (950TBH) wraz z kompletnym transferem pod adres naszego zakwaterowania. Pełna wygoda i nonszalancja na niecałe 12 godzin:).

Co nas urzekło w tej ofercie to fakt, iż autobus miał rozkładane siedzenia (o wiele bardziej niż w każdym autobusie w Europie) – przemiła Pani z biura podróży wspomniała “…że ona rozumie naszą radość, że walentynki… kwitując z uśmiechem “maybe sex on the bus?”. Ale my jednak zamierzaliśmy godziwie uczcić święto Buddy, które wypadało w ten sam dzień.

SMACZKI PODRÓŻY

Godzina 18 zbiórka pod samym biurem podróży na Khao San Road, następnie udajemy się dwie ulice dalej, na miejsce odjazdu. Czekając na resztę z nowo-poznanymi towarzyszami podróży, otrzymujemy ulotkę i słyszymy o przypadkach kradzieży w autobusach. “Ale że kto kradnie?” pytamy, “Najczęściej to obsługa… czasem turyści, którzy tym zarabiają na następne podróże…” odpowiada wytrawny backpacker. Dobrze zrobić możliwie jak najwięcej zdjęć autobusu, personelu i bagażu, dla spokoju ducha.

Spakuj wartościowe rzeczy do jak najmniejszej torby (trzymaj ja zawsze przy sobie), możesz też tam wrzucić prowiant i butelkę wody, które będą Ci potrzebne. Resztę porządnie zapakuj w plecak, pamiętaj że będzie on często narażony na przygniecenia, wilgoć i wysoką temperaturę!

Po godzinie wsiadamy do autobusu. Fotele wygodne, klima jest – będzie dobrze. Po 3 godzinach jazdy postój. “To zjemy jakąś kolację?”. No chyba Ty! Olbrzymi zajazd przy “autostradzie” w środku pełno alejek z czipsami i ciastkami, dwie kantyny gdzie wszystko wyglądało jak pies w sosie i jeszcze jakiś bar. Nikt nie mówił po angielsku, więc lepiej nie kupować “kota w worku”. Zadowoliliśmy się wcześniej zakupionym prowiantem. Po odjeździe autobusu, pilot bez pytania – ku zdziwieniu pasażerów – zaczyna wkładać wszystkich bagaże podręczne pod siedzenia, następnie gasi światła. Następne godziny to tylko ciemność w zimnej klimatyzacji i lekki sen pod kocykiem – który był każdemu dany – i tylko myśl o tych plecakach. Zaledwie po 12 godzinach zjeżdżamy z autostrady i kluczymy. Ja już nie spałem bo huczącą klimatyzacje wyłączyli jakieś 15 min wcześniej, ale wciąż nikt nic nie wie. Nagle otwierają się drzwi, jakiś komunikat o tym by chyba wysiadać. Światła zgaszone ludzie nie wiedzą co zrobić, pilot i kierowca gonią ludzi by się obudzili i opuścili autobus. “A to stąd te kradzieże bagażu…”, a co bardziej realne zostawienie torebki, lub telefonu podczas gdy większość pasażerów jeszcze “lunatykuje”.

Tak jak mówi moja babcia: “Wszystko ma swoje miejsce”. Dopóki wiesz gdzie co masz (w bagażu), dopóty podobne sytuacje nie będą stresogenne.

Co dalej? Zaoferowano nam kawkę i kazano poczekać. Generalnie ludzie w Tajlandii mają bardzo stoickie podejście do czasu. Myśleliśmy że zaraz pojedziemy do portu. Okazało się że teraz wycieczka autobusu się rozdziela, jedni jadą na wschód jedni na zachód, a to wszystko mini-busem. My jeszcze zahaczyliśmy o miejscowy “PKS cafe” w Surat Thani – by odebrać innych rozbitków turystyki autobusowej.

Oczekujący podróżni w kafejce

W całej Tajlandii przewozy turystyczne są dobrze zorganizowane. Biura turystyczne znają i polecają kompetentnych kierowców, ci zaś dobrze dogadują się z właścicielami przydrożnych barów. To rzecz normalna i jak najbardziej można na nich polegać. Wszyscy są uprzejmi i mają ludzka twarz. Już po drodze kierowca busa był tak miły że zrobił postój w przydrożnym kafejko-barze.

Dla rodziców podróżujących z dziećmi, taka podroż może być męcząca. Trzeba przygotować się na długie godziny w autobusie i problemy z zaśnięciem, przesiadki i koczowanie.

My jak i inni podróżni nie byliśmy głodni, raczej spragnieni snu – no ale dobrze że kierowca się posilił, przecież głodny nie będzie jechał. Autostrady przeważnie są szerokie i proste jak od linijki. Po drodze można zauważyć tylko szpalery plantacji drzew i innych, małe chatki z bambusa i trzciny, a czasem przed oknami mignie miasto i parę sklepów. Później już bliżej południowo-wschodniego wybrzeża Tajlandii, horyzont zaczynają wypełniać góry rodem z Avatara.

Przeprawa promem na wyspę Koh Lanta

Już w Krabi, mieliśmy następną przesiadkę na kolejnego ale ostatniego w serii mini-busa. To były dobrze spędzone 3 godziny, na czekaniu, leżakowaniu i rozglądaniu się za kolejnymi noclegami. Później znów jakieś parę godzin mini-busem. Dwie przeprawy promem; najpierw na Koh Lantę północna, później na południową.

Dobrym pomysłem jest zarezerwowanie chociażby jednego noclegu, gdybyśmy nie mieli rezerwacji na wyspie byłoby ciężko – musielibyśmy szukać w +36 C zakwaterowania z bagażami 30kg na głowę.

Na miejsce dojechaliśmy prawie żywi, po jakiś 20 godzinach i 1000km podróży. Na szczęście tak jak na obiecano, kierowca podrzucił nas pod próg.

krabi-city

Moc wrażeń i solidna dawka gimnastyki – począwszy od kilogramów na plecach, po akrobatykę stacjonarną. Warto to przeżyć!