Palemki, piasek, morze, gorąc, natura, relaks. Z tym kojarzy się chyba większości wyjazd w tropiki. Oczywiście uwielbiamy podróżować i gorący klimat, ale to nie znaczy, że zawsze jest kolorowo. Trzeba brać pod uwagę różne rzeczy – a zwłaszcza insekty oraz gryzonie, które mogą uprzykrzyć tobie życie. O to nasze historie.

Gryzonie – Szczury i jaszczury.

Po przyjeździe na nasz stary domek wszystko wyglądało praktycznie tak samo, ale w środku nocy obudził mnie hałas. A dokładnie gonitwa szczura za jaszczurkami na strychu oraz ich piski. Tak jest codziennie o różnych porach dniach. Nawet po zabiciu jednego szczura, znowu pojawił się kolejny gryzoń. Nasz domek ma ścianki i strop z bambusa, który jest naprawdę cienki. Wydaje ci się, że zaraz wpadną do pokoju. Codziennie przez tydzień budziłam się przestraszona, ale jest na to rada: korki do uszu – pomogły!

Co do geko to oczywiste – też się kręcą tu i tam – niektóre jaszczurki są malutkie, a inne o nawet długości 70cm. Zazwyczaj są u nas na tarasie, bywa często tak, że małe padają z sufitu na Ciebie;)

Geko - jaszczurka wstępująca na Filipinach
Geko – jaszczurka wstępująca na Filipinach

Jeżowce

Kiedyś wybraliśmy się z Robertem i moją przyjaciółką na kajaki. Wyprawa świetna, popłynęliśmy do pięknej ukrytej plaży, po drodze obserwowaliśmy życie morskie na płytkim dnie. Przepiękne korale, wodorosty, ryby i inne żyjątka.

Z powrotem natrafiliśmy na odpływ i 3 osoby w kajaku to było za dużo – tarliśmy o dno. Zatem chłop z łódki, a my do brzegu. Dopiero po przybyciu na plażę, a właściwie 10 minutach pobytu na niej, zorientowałyśmy się że coś nie tak. Robert stał jak ta sierota w wodzie i ani rusz. Machał rękoma, pewnie też krzyczał, ale nie wiedziałyśmy wtedy o co kaman. W okolicach Siquijor płycizna morska rozpościera się nawet na 500m, w czasie odpływu. A wiadomo co na dnie, te przepiękne meduzy, wodorosty i multum jeżowców. Robert utknął właśnie w miejscu gdzie było ich najwięcej, jakies 300m od brzegu. Na pomoc nam przybył lokalny pracownik, który poratował Roberta butami.

Jeżowce
Jeżowiec

Insekty – Karaluchy

UWAGA. Dla osób o mocnych nerwach.

W pokoju śpimy na materacu, a nad nami jest przyczepiona moskitiera. Dzień jak co dzień zasypiamy, aż w środku nocy budzi mnie Robert panikujący i krzyczący, że coś mu weszło do ucha. Wyleciał z łóżka jak poparzony, kazał żebym mu sprawdziła co tam jest i wyjęła. Nic w uchu nie dostrzegłam. Ten jednak napierał i budził Rafała, by mu pomógł. Zniecierpliwiony Robert sam w końcu wlał wodę i próbował wypłukać ucho, ale nic nie pomagało. Uczucie było okropne, jak później sam opowiadał ból jakby ktoś ‘stawał mu na jajach’, a dźwięk za każdym razem jak to coś się ruszyło, przypominał stąpanie bo głębokim mroźnym śniegu. Nigdy go nie widziałam w takim stanie.

W końcu szybko wyczytaliśmy, że dobrze jest wlać olej – wiec wlaliśmy olej kokosowy.
Nagle poczuł ulgę i ruch w uchu ustał, ból nie był tak straszny. W końcu zasnęliśmy.
Kolejnego dnia pojechał do klinki na wyspie, w której lekarz wyjął mu kawałek chitonowego odwłoku. Podejrzewaliśmy, że mrówka mu to wsadziła i próbowała zrobić gniazdo. Lekarz powiedział, że ma tylko już lekkie zapalenie ucha. Niestety, ucho dalej bolało i wiedział, że dalej coś tam jest. Pojechaliśmy po tygodniu do miasta, załatwić przedłużenie wizy oraz do lekarza. Kolejka była długa a czasu mało – więc za namową wcisnął się w kolejkę. Specjalista wsadził kamerkę do ucha i wszystko pojawiło się na monitorze. To co zauważył przerosło jego oczekiwania… druga część ciała karalucha. Nie mogliśmy uwierzyć, że coś tak dużego może się zmieścić w kanaliku usznym. Na szczęście dobrze zrobiliśmy z olejem, bo karaluchy mają to do siebie, że się nie potrafią się cofać, a wręcz prą do przodu – więc zalewając go olejem karaluch umarł – i nie uszkodził bębenka.

Taka sytuacja to dosłownie jedna na milion. U nas w domu, nie ma prawie w ogóle karaluchów. Nie wiemy jak nam wszedł pod moskitierę, a tym bardziej, po co wchodził do ucha. Jednak nikomu nie życzymy takich przygód.

Pół karalucha
Pół karalucha

Muchy piaskowe

W Wietnamie, Kambodży, Tajlandii, Malezji a nawet w Chinach nie przytrafiło się mi to co na Filipinach. A mianowicie, “przyjemność” poznania much piaskowych.
Będąc na Palawanie, a dokładnie w Nacpan beach dopadły mnie te wstrętne owady. Nawet nie wiem do końca kiedy, bo są prawie niewidoczne, a do tego nie czuć jak cię atakują. Kolejnego dnia obudziłam się i zauważyłam, że całe moje nogi, ręce oraz plecy zostały strasznie pogryzione. Okazało się, że tylko osoby, które mają reakcje alergiczną na ugryzienia właśnie tak na to reagują.

Na początku swędziało mnie jak ugryzienie po komarach, ale później było tylko gorzej. Swędzi cholernie, a u mnie trwało przez kolejne 5 dni. Nie można się powstrzymać, zasypiasz drapiąc się i jest to pierwsza czynność jaką robisz po przebudzeniu. Chciało mi się płakać.
Na prawdę nikomu tego nie życzę. Wstrętne cholerstwo.

Od razu podkreślam, że na Filipinach, nie występują wszędzie, ale na pewno są w okolicach Port Barton oraz Nacpan beach za El Nido.

Pogryzienia - muchy piaskowe
Pogryzienia – muchy piaskowe
Pogryzienia -muchy piaskowe
Pogryzienia -muchy piaskowe

Mrówki

Czasami ich nie widać a czasami jest ich za dużo. Drewniany domek ma to do siebie, że mogą się przecisnąć w każdą szparkę. Oczywiście grasują najbardziej w kuchni szukając pożywienia. Wystarczy zostawić malutki kawałek, a znajdzie się ich setki. Już parę razy zdarzyło nam się zapomnieć, że nie można zostawiać resztek jedzenia. Kiedyś wylał mi się jakiś olejek kokosowy, podnosząc plecak po prostu mnie zatkało. Było czarno – setki mrówek, które chyba chciały sobie zrobić gniazdo. Wszystko trzeba było zamiatać i czyścić. W naszym pokoju też zrobiły sobie wyżerkę, kiedy Robert zapomniał wyrzucić kawałka bułeczki.
Ostatnio podgryzały nam stopy – więc obudziliśmy się, a przy końcu łóżka była chmara mrówek – a co najśmieszniejsze łaziły dookoła i nadgryzały kabel od laptopa(?!?!).

Po dwóch tygodniach kompletnie umarł mi laptop – podejrzewałam na początku mrówki, bo znam parę osób, którym to się przydarzyło. Jednej osobie weszły przez wentylator, ale mi chyba padł ze względu na wilgotny klimat i żywotność, bo mrówek w środku nie było.

Wejdą wszędzie skubane, więc w kuchni mamy pojemniczki na wszystko – sól, cukier, ryż etc. a czasami i tak uda im się przegryźć.

Ostatnio użyliśmy specjalnych proszków, którymi spryskaliśmy dom i w pokoju u nas już się nie kręcą. Nie dość, że jest ich tak dużo to jeszcze do tego gryzą. Wredne france!

Mrówki atakują jedzenie
Mrówki atakują jedzenie

Tropiki jednak da się kochać

Mieszkając w Azji już dłuższy czas, staramy się dostosowywać i “chronić” przed podobnymi niemiłymi przygodami. Tutaj kila porad.

Przede wszystkim moskitiera nad łóżkiem i w oknach – choćby po to by nie dać się zjeść żywcem przez komary, a do tego ochroni nas to przed karaluchami, mrówkami i innymi żyjątkami, które lubią się do nas w nocy “przytulać”. Fakt, faktem jeśli wynajmujesz mieszkanie lub dom murowany, te problemy nie będą tak bardzo doskwierać, ale coś za coś jesteś dalej od natury i płacisz więcej.

Ponadto polecamy ze sobą zabrać coś na komary i muszki piaskowe (deet co najmniej 100% to mus), jakiś fenistil, a najlepiej sudo krem – wszystko powszechnie dostępne w europejskich aptekach – bo w Azji z tym trudniej.

Na koniec radzimy wybierać się na nurkowanie czy też snorkeling w masce, t-shirt’cie oraz butach, by widzieć, nie być poparzonym i móc normalnie wrócić do brzegu.

Gryzonie insekty tropiki – trzeba nauczyć się je kochać!

  • Sylwia Arendarczyk

    Meszki……w końcu ktoś mnie rozumie. W zeszłym roku w listopadzie byłam w Kolumbii na trekingu do Zganionego Miasta. Wyprawa NIEZAPOMNIANA do dziś..nie tylko ze względu na wrażenia..ale przez meszki..Po dokładnie 203 bąblach został dziś jeden, który prawie zniknął..Tak jestem alergikiem i spędziłam miesiące na leczeniu sterydami, antybiotykami, maściami wariując od świądu każdego dnia. Tak naprawdę wyleczyła mnie Pani Irydolog. Zostałam wyleczona w miesiąc specjalnie robioną maścią z grzechotnika…Szczerze? Podróże to moja pasja…. ale chyba odłożę wyprawę do Peru zanim porządnie się nie odczulę..Po tym koszmarze patrzę na świat świat przez pryzmat obecności meszek 😉 A tak na marginesie na Filipinach nawet nic mnie nawet nie “liznęło” musiałaś mieć pecha..albo ja szczęście 😉