Chińska medycyna – czyli masaż, bańki, okłady z imbiru prosto z Chin. Nadeszła zimna, temperatury grubo na minusie, katar i choróbska. Musiałam coś ze sobą zrobić bo ledwo co stałam na nogach. Moja chińskiej przyjaciółka poradziła mi alternatyną medycynę, nad łykanie piguł.

Idąc za radą wybrałyśmy się do pobliskiego ‘domu masażu’. Klimatyczny ośrodek – potężny i pięknie zdobiony, choć dalej miejscami można było wywęszyć w nim komunistyczny szpital. Jednak wtedy mojemu zatkanemu nosowi to nie przeszkadzało. Marząc o masażu ja i Sophie szybko zmieniłyśmy obuwie na kapcie, uiściłyśmy opłatę ok 50PLN za 1.5h i udałyśmy się do jednego z pokoi. Czas na relaks.

Lobby 'domu masażu'
Lobby ‘domu masażu’

Najpierw masaż głowy, ramion i ciała. Co chwilę jakieś żarty i śmiechy z nas masującą dziewczyną. Ot taka mała, rozpromieniona chinka… ale jak masowała to już nie było tak do śmiechu – mocno i konkretnie.

Naszedł czas na okłady z imbiru. Zimną papkę z imbiru nałożyła na kolana – następnie położyła goracy recznik i zawiniętę w folię pozostawiła na parę minut. To wsystko po to by imbir lepiej wyciągnął z organizmu toskyny. W międzyczasie pogadałyśmy o alternatywnej medycynie. Powiedziała, że mam zimne wiatry w ciele, co chyba oznacza źle rozłożoną energię w ciele – jak później poradziła powinnam nie spać w przeciągu i ciepło się ubierać. Zabrakło tylko rady pt. “i pij dużo ciepłej wody” jak to wszyscy w Chinach radzą:)

Jako ostatnia rzecz można oferowany jest masaz goracym kamieniem po plecach, bądź stawianie baniek. Dziewczyna, doradziła stawianie baniek, by lepiej usunąc toskyny i wzmożyć metabolizm.

Jak widać na załączonym klipie, wyciągnęły ze mnie dużo energii. Ale jedno jest pewne, zaledwie dzień póżniej byłam zdrowa jak nowa! Niewątpliwie pomogło!