Wylądowaliśmy na potężnym terminalu w Bangkoku. Rozmiar lotniska można by porównać do małego miasta w Polsce. Przeprawa przez lotnisko ułatwiają ruchome bieżnie, pozwalające na skrócenie czasu “przejścia”. Po przechadzce oraz przebraniu się w ultra-letnie ciuchy wsiedliśmy do taksówki.

Terminal taksówek na lotnisku w Bangkoku
Terminal taksówek na lotnisku w Bangkoku

Co ciekawe taksówki są “naganiane”; stoisz w kolejce i chwilę czekasz, pełna kulturka. Nie wzięliśmy metra (2x40THB), bo byliśmy już wykończeni długim lotem i tęskniliśmy do wygodnego łóżka, a nie dźwiganiem plecaków (20kg + 10kg) o godzinie 9 z rana. Inna opcją są autobusy, ale tak samo jak w przypadku metra to wiąże się z czekaniem, transferami a później i tak musisz wziąć taksę – summa summarum koszt wysoki.

Taksą do celu
Taksą do celu

Wygodna taskówka z klimatyzacją to jakieś 800THB za tafyfę + 50THB opłaty za autostradę, ale za to w ciągu 45min jazdy do starego miasta mogliśmy skosztować pierwszych smaków Bangkoku. Po drodze mijaliśmy megalomańską architekturę i wysokie wieżowce, która później zamieniła się w stricta lokalne, kolorowe widoki; tętniące życiem uliczki od lokalnego handlu i zgiełku oraz symptomy protestów.

Znaki protestu

Znaki protestu
Bankok tętniący życiem
Bankok tętniący życiem

Ciekawe jest to, iż miasto funkcjonuje w normalny sposób – w istocie funkcjonuje bardzo dobrze ze względu na usposobienie Tajów, o którym napiszemy wkrótce – jest na ogól bardzo bezpiecznie i spokojnie, wręcz sielankowo! Nie mogłam się doczeka , aby pokazać Robertowi Bangkok i urok tego miasta. Nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja na ten całkiem inny świat Azjatycki.

Baardzo przyjaźni ludzie
Baardzo przyjaźni ludzie

Po dwóch godzinach przy talerzu z Pad-Thai (tradycyjnym jedzonkiem, za 80THB) z wołowiną  i butelka tajskiego piwa Chang (100THB) w ręce stwierdził, że kocha te miasto i chce tu mieszkać 😉 i od tak moje obawy zniknęły.

Restauracje
Restauracje

Później korzystając z ostatków energii – ale pełni radości, którą to miasto po prostu emanuje – ruszyliśmy na Khao San Road. Aż się tu roi od tubylców i turystów – a czasem jakiś mnich i przejdzie – wszędzie kolorowo, pełno straganów z ubraniami gadżetami okularami i kto wie z czym jeszcze.

Khoa San road
Khoa San road 
Khoa San road to nie tylko tuk-tuki (ryksze zmotoryzowane)
Khoa San road to nie tylko tuk-tuki (ryksze zmotoryzowane)

Jeśli chcesz coś zjeść to albo idziesz do restauracji (jak to przystoi w Europie) albo po prostu wpadasz na kolejny i kolejny wózek, z tajskim jedzeniem; a to a’la szaszłyki z wieprzowiny/kurczaka/grzybków, a to porcje świeżych obranych owoców, tudzież shake’ów z banana, mango, durian’a, etc.

Jedzonko na kółkach!
Jedzonko na kółkach!

Opcją też są “restauracje”, usytuowane na chodniku – tak, na chodniku – parę krzesełek i stołów, butla z gazem i wok, a składniki potraw siedzą w miłym chłodzie, w pseudo-lodówce.

Jedzonko na chodniku :O !
Jedzonko na chodniku :O !

Nam przypasiło to do gustu! Wszak jeśli oni to jedzą i żyją, to i my też powinniśmy – a nawet lepiej, wzmocnimy swój system odpornościowy dobrą paletą patogenów;). Zamówiliśmy sałatkę Papaii (ot średniawka – 50THB) oraz grilowane muszle z sosem tajskim (mmm… – 100THB).

Nasz dzień zakończyliśmy 30 minutowym masażem ramion i głowy, ku naszym ukojeniu po długiej podróży (120THB). Przepiękny i energetyzyjujący dzień – ku pokrzepieniu naszej miłości do Azji.

  • Emila Błaszczykiewicz

    miss u guys:(
    and more pix please!!
    xxx

  • pawlik

    Wyglądacie już jak backpackerzy, którzy podróżują długie miesiące. Koszulka changa wymiata!

  • Natalia Blaszczykiewicz

    Dzięki @pawlik Ja już zaprawiona w bojach backpakerskich. Koszulkę Changa kupiłam w tamtym roku w Malezji 😉 Zdjęć jest mnóstwo i będą @emilabaszczykiewicz:disqus